5 książek na jesienne wieczory

Na pewno zauważyliście, że odkąd zaczął się wrzesień, powietrze zrobiło się jakieś takie bardziej przytulne. Czuć już zbliżające się hektolitry herbaty w ulubionym kubku, otulające światło świec, ciepłe skarpety na nogach i spacery w deszczu. Nie mówiąc już o tym charakterystycznym, szeleszczącym dywanie, który ta wyjątkowa pora roku, rozłoży przed nami na chodnikach. Czuć jednak coś jeszcze: spokojne wieczory przy książce.

Nie wiem, jak Wy, ale ja postanowiłam zafundować sobie spontaniczny wypad do jednej z krakowskich księgarni, gdzie kupię książkę, która najbardziej przykuje moją uwagę. Bez planów, bez wcześniejszego sprawdzania ceny i opinii w internecie. I koniecznie zrobię to w deszczowy dzień. Zaliczyłam taką akcję dwa lata temu i oprócz pięknie wydanej i napisanej opowieści zyskałam wspaniałe wspomnienia. Polecam! Za każdym razem, jak biorę ją później do ręki to przypominam sobie ten jeden z najpiękniejszych książkowych przypadków w moim życiu. Wyjście z domu, deszczowy Kraków, brak parasola i genialny pomysł by przed deszczem schować się w księgarni.

Mam dla Was pięć propozycji na taką właśnie jesienną lekturę. Same perełki, do których ciągle zdarza mi się wracać. Jedne odkryłam zupełnie przypadkowo, drugie są u mnie z polecenia znajomych. Wszystkie uwielbiam tak samo intensywnie.

Życie Pasterza – James Rebanks

Życie Pasterza” to właśnie ta książka, która zamieszkała ze mną po wspomnianym wyżej wypadzie do księgarni i narobiła zamieszania na moim regale. Jest chyba najbardziej slow opowieścią na rynku wydawniczym. Przyznaję się też bez bicia, że moją uwagę przykuła minimalistyczną, górską, deszczową okładką. Mocno też za nią przepłaciłam. Złota zasada takiej księgarnianej akcji brzmi więc: absolutnie nie sprawdzaj ceny książki w internecie po przyjściu do domu! Podkreślcie ją sobie dwa razy. Tak na wszelki wypadek. 😉

James Rebanks opowiada swoją historię. Tylko i aż. Opowiada historię człowieka, który nie dał sobie odebrać najważniejszych wartości, a codzienność oddał w ręce natury, a ta… cóż, odpłaciła mu się z nawiązką wypełniając jego dni szczęściem. Tym prostym, codziennym, które każdy z nas ma na wyciągnięcie ręki.

Powiedzieć coś o wsi? Ziewam.“- tymi słowami rozpoczyna się jeden z rozdziałów książki. Uśmiecham się, bo “ziewać” miałam już okazję nie raz i zawsze opowiadanie o moich rodzinnych stronach, o domu, daje mi mnóstwo radości. Opowiadanie o czymś co się kocha często takie jest. Muszę przyznać, że chyba pierwszy raz tak naprawdę poczułam, że ktoś mnie w tym wszystkim rozumie. Że też uwielbia babranie się w ziemi, że marzy żeby położyć się na trawie i gapić w nocne niebo usłane gwiazdami, że w lecie lubi zasypiać przy uchylonym oknie kołysany muzyką świerszczy. 

Czytałam ją dość długo, bo nie należy do książek z kategorii mocno trzymających w napięciu. Wręcz przeciwnie: uspokaja. New York Time’s opisał ją, jako najbardziej zaskakujące wydarzenie literackie ostatnich lat. A ja zachęcam do przekonania się o tym na własnej skórze.

Mężczyzna imieniem Ove – Fredrik Backman

Z tą książką problem jest zawsze taki, że nie wiadomo co powiedzieć by do jej przeczytania kogoś zachęcić. Ja też siedzę już tutaj ładnych kilka minut i no nie wiem co napisać. Każdy powód wydaje się jakiś taki banalny. Chciałabym móc wykrzyczeć, jak bardzo potrzebujemy tej historii w dzisiejszym świecie.

Odkryłam ją z polecenia przyjaciółki. A potem z uporem maniaka wykopywałam z koszów z książkami za 10 złotych z każdej Taniej Księgarni w Krakowie, by podarować ją innym w prezencie. W tym roku Ove trafił też do rodziny u której spędziłam lato we Włoszech. Płakali i śmiali się przy niej wszyscy: od najmłodszego do najstarszego.

Na początku wydaje Ci się, że to kolejna, nudna historia o jakimś tam szwedzkim dziadku, przewracasz jedną kartkę za drugą. Co jakiś czas wybuchniesz śmiechem, lekko się wzruszysz. A potem zamykasz książkę o trzeciej nad ranem i płaczesz. Bo jest piękna; bo Ove stał się także Tobie niesamowicie bliski; bo chciałbyś pójść z nim na obchód dzielnicy i przejechać się saabem, a już najbardziej na świecie chciałbyś by sąsiad spod piątki się nim okazał. A wiesz dlaczego? Bo każdy z nas nosi pragnienie spotkania Ovego w swoim życiu. Rozejrzyj się dobrze. Może jest tuż obok?

Michał Rusinek – Pypcie na języku

No dobrze. Byliśmy już w Anglii, w Szwecji – czas na Polskę i genialny zbiór felietonów o tematyce językowej, stworzony przez prawą rękę Wisławy Szymborskiej, czyli Michała Rusinka. Idealne rozwiązanie dla kogoś, kto na czytanie nie ma tyle czasu ile by sobie życzył, ale dwie strony z przyjemnością przerzuci. I dla kogoś, kto ma ochotę na spotkanie z wyjątkowo piękną polszczyzną pisarza.

Uwielbiam takie różne językowe smaczki, więc już po pierwszej anegdocie miałam ochotę na więcej i więcej. Nie wierzę, że nie skuszą Was historie opisujące w jakich okolicznościach po raz pierwszy przeczytał “Awaria toalety. Prosimy załatwiać się na własną rękę!” czy “Organizujemy sylwestry. Dowolne terminy”. 😉 Nie dajcie się prosić!

Ostrzeżenie: książka powoduje głośne i niekontrolowane wybuchy śmiechu. I prawie zawsze będziesz akurat w miejscu publicznym!

Slow life – Joanna Glogaza

To moja osobista skarbnica inspiracji i pomysłów na życie pełnią. Wracam do niej kilka razy w roku i najczęściej jest to wtedy, kiedy moje baterie są całkowicie wyładowane, a ja znowu dałam się wmanewrować w tą całą gonitwę nie-wiadomo-za-czym.

Jesień to dla mnie taki moment na zatrzymanie się. Na wykorzystanie kreatywności, która obudziła się targana letnimi przygodami. Lubię wtedy usiąść nad pustą kartką wyrwaną z zeszytu i zaplanować kilka inspirujących spotkań czy nowych doświadczeń. A już najbardziej lubię podnosić jakość moich dni za pomocą takich małych, nieskomplikowanych zmian, których jest dosłownie cała masa w książce Asi. Świeże kwiaty w wazonie, kąpiel z pachnącą pianą czy kawa w eleganckiej (i niesamowicie drogiej) filiżance, która nieśmiało zerka zza drzwiczek kredensu zamknięta na “specjalne okazje”, które oczywiście nigdy nie nadchodzą. Niby nic, a żyje się jakoś tak przyjemniej. O ile oczywiście pozwolisz sobie to zauważyć.

Mam do niej wielki sentyment, bo to właśnie ona pokazała mi, że można żyć inaczej i że nie muszę na siłę dopasowywać się do świata, który łagodnie mówiąc mi “nie leży”. I że moje introwertyczne, emeryckie życie jest spoko.

Dolina Muminków w listopadzie – Tove Janson

A na sam koniec mój listopadowy niezbędnik: Dolina Muminków w listopadzie. Co roku czytam ją razem z siostrami, a potem odpalamy kilka jesiennych odcinków tej bajki na YouTube pijąc gorące kakao z piankami. Pozwalamy sobie na chwilę zapomnienia i niezawodny powrót do dzieciństwa.

To jedna z części sagi o przesympatycznych Trollach i ich przyjaciołach pełna zabawnych, ale też pełnych refleksji przygód. Jesienny klimat wychodzi z niej już od pierwszej strony.

Można leżeć na moście i patrzeć, jak przepływa pod nim woda. Albo biegać i brodzić w czerwonych botach po mokradłach. Albo zwinąć się w kłębek i przysłuchiwać się, jak deszcz pada na dach. Bardzo jest łatwo miło spędzać czas.

Książka jest napisana w bardzo prostym stylu, jest w końcu skierowana do najmłodszych czytelników. Ci starsi jednak, jestem o tym głęboko przekonana, zachwycą się prostotą i mądrością płynącą z niepozornej historii o grubiutkich trollach przypominających hipopotamy. 🙂

I to by było na tyle. Liczę na to, że choć po jedną z tych książek sięgniecie i że Wasza jesień będzie przez to choć odrobinę przyjemniejsza. No i koniecznie podzielcie się Waszymi perełkami, bo nie ukrywam, że z radością odkryłabym znowu jakąś dobrą książkę.

4 thoughts on “5 książek na jesienne wieczory

  1. Siedzę właśnie na lotnisku na kawałku wolnej podłogi w tłumie wielbicieli tanich lotów i przysięgam, jak zaczęłam czytać ten post, to nagle cała ta wrzawa się wyciszyła, upalne słońce na chwilę zniknęło za chmurą jesiennego powiewu, a z twarzy zniknęło poirytowanie sytuacją i pojawił się uśmiech. 💛
    Czytałam trzy z tych książek i całkowicie się z tym zgadzam. Przypomniała mi się historia Ovego i się wzruszyłam, musiałam zamrugać kilka razy, bo to jednak głupio tak wśród ludzi. Życie pasterza i Pypcie na języku mi pożyczysz, już to postanowiłam! 😉💛

    1. Strasznie miło było przeczytać w jakich okolicznościach “dopadł” Cię mój post. Z przyjemnością Ci pożyczę. Takimi książkami trzeba się dzielić. Bez dwóch zdań! 🙂

  2. Twój wpis sprawił, że od razu poczułam zapach swojej ulubionej herbaty. Uwielbiam książki, a ta pora roku pozwala na czytanie w swoim ulubionym fotelu, kocem zawiniętym wokół siebie i deszczem bębniącym w szyby. Pięknie to napisałaś i dziękuję za inspiracje. Na pewno powiem Ci o moich ulubionych książkach na tą porę roku 😊

    1. Jej, naprawdę? Dziękuję Ci! Nie mogę się doczekać Twoich książkowych poleceń. 🙂

Comments are closed.