Nie tyle szukać miłości, co kochać.

Chodzę z tym zdaniem już drugi tydzień. Za każdym razem, kiedy czuję tę falę samotności i przeczuwam, że za chwilę stracę oddech, modlę się ze Świętym Franciszkiem. Pozwól mi nie tyle szukać miłości, co kochać. W ten czas kwarantanny, ta prośba wybrzmiewa szczególnie. Był to czas trudny dla mnie przede wszystkim dlatego, że bardzo czekałam na to, aż ktoś mi ją okaże. Zadzwoni, napisze, siądzie ze mną i porozmawia. A jeśli ktoś już to zrobił, ciągle mi było mało. Byłam jedną, wielką studnią. Wydobywało się ze mnie nieprzerwanie pragnienie jakiejkolwiek obecności drugiego człowieka. Ogromny głód. A później zrozumiałam o co w tym wszystkim chodzi.

Myślę, że odczuwanie tego głodu jest normalne, w dobie życia w czterech ścianach. To jeden z symptomów “odstawienia” przestrzeni, w której najłatwiej wzrastać – relacji. Odstawienia, oczywiście, w wymiarze fizycznym. Nie wiem kiedy spotkam się z kimś osobiście, kiedy do głosu w słuchawce wróci człowiek. Człowiek, którego można (i trzeba) przytulić, któremu spojrzeniem przekażę jaki jest dla mnie ważny, z którym napiję się kawy i zjem lody na ławce w parku. Człowiek, któremu podam rękę, otworzę drzwi mojego mieszkania, czy usiądę przy stole. Matko, jacy cenni jesteśmy. Jacy ważni jeden dla drugiego. Jacy p o t r z e b n i.

Teraz mogę mieć, wspomniany wyżej, głos w słuchawce, czasami obraz, który przerywa transmisję, albo zniekształca słowa. Innym razem zaś, napisaną wiadomość. To dużo. Na pewno więcej niż miałabym jeszcze kilkanaście lat temu. Chcę o tym pamiętać i dobitnie przywoływać się do porządku, kiedy tak łatwo skupić się na b r a k u, kiedy tak łatwo zrezygnować z szukania Go w n i e o b e c n o ś c i.

Wszystko to dzieje się w Wielkim Poście. Jan Kasjan na pytanie po co jest post? odpowiadał: post jest po to, by jeść normalnie.

Teraz jest czas tak zwanej bezsilnej samotności. Niekomfortowej. Tak sobie siedzę w moich czterech ścianach, nad herbatą i kartką papieru i zastanawiam się, czy po doświadczeniu braku, po doświadczeniu postu, zacznę jeść normalnie. Zacznę przeżywać moje relacje w sposób prawdziwy i pełny. Czy pozwolę by ten czas nauczył mnie pięknych spotkań, długich spacerów, głębokich rozmów. Czy przestanę szukać miłości, a zacznę po prostu kochać?

Zaraz za tymi pytaniami, w mojej głowie pojawiła się myśl, że okazywanie miłości nie musi i nie może czekać. Nic odkrywczego, wiem, tylko niesamowicie łatwo stracić dzisiaj z oczu najważniejsze spojrzenie. Takie, które podnosi. Wznoszę swe oczy ku górom...

Mogę do kogoś napisać, mogę zadzwonić i wspólnie odmówić telefoniczne nieszpory, mogę wywiązać się z uczelnianych obowiązków, mogę usiąść na ławce przed domem, odetchnąć, przewietrzyć głowę, uświadomić sobie, że ten czas jest trudny dla wszystkich, nie tylko dla mnie, że nigdy nie mam na tyle mało, by nie mieć czym się podzielić. I wrócić kochać moją rodzinę i przyjaciół.

Nie pozostaje mi chyba nic innego, jak przetrzymać tę potrzebę, która każdego dnia się rodzi i urasta do niebotycznych rozmiarów. Przyjrzeć się jej. Stworzyć przestrzeń do przemodlenia tej potrzeby. Zapytać siebie samą co ona o mnie mówi. I z tej przestrzeni przejść do jałmużny, symbolu miłości. Po to poszczę by móc kochać, dać. Nie poszczę dla siebie. Robię to po to, by lepiej kochać. Chrześcijaństwo to jest spotkanie jałmużników. Ja nie tylko daję, ale potrzebuję jałmużny. Wyciągam ręce. Dlatego tak ważne jest, abym dobrze ulokowała środek ciężkości. Ksiądz Grzywocz, po raz kolejny ratuje mi serce. A teraz wybaczcie, ale muszę sobie coś powiedzieć:

Edyta, idź kochać.

2 thoughts on “Nie tyle szukać miłości, co kochać.

  1. Uwielbiam zaglądać na Twojego bloga, jest tu tyle niezwykłej mądrości i głębi, która dosłownie zmusza do zatrzymania, zwolnienia, niespiesznego czytania kolejnych zdań – i do długich refleksji, niezmiennie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *