Dobrze mnie poprowadziłeś

Myślę, że żegnając Stary Rok, siedząc w mieszkaniu, gdzieś w centrum Krakowa z kubkiem zimowej herbaty w dłoni, mogę podsumować go jednym tylko zdaniem: Dobrze mnie poprowadziłeś, Pasterzu mój. I zamknę w tym zdaniu wszystko, czego dane mi było doświadczyć, czego dane mi było się nauczyć, co przeżyłam i w czym pozwolił mi choć na chwilę dotknąć Swojego płaszcza.

Dobrze mnie poprowadziłeś, bo nauczyłeś mnie tracić dla drugiego. Tracić czas, który dużo łatwiej byłoby przeznaczyć dla siebie i dla własnych korzyści – za mną piękne spotkania, długie rozmowy i mnóstwo uważności. Tracić relacje, w których Cię nie spotykałam, w których nie byłeś pierwszy. Tracić wygodę, na rzecz prostoty i świadomości tego, że to właśnie w niej przychodzisz i do mnie mówisz. I w ciszy.

Dobrze mnie poprowadziłeś, bo nauczyłeś mnie bycia przy Sobie bez względu na emocje. Zginałeś moje kolana w tych momentach, w których byłam przekonana, że poradzę sobie sama. Podnosiłeś z nich, kiedy myślałam, że już nie wstanę. Uczyłeś pokory tam, gdzie mi jej zabrakło, nadziei tam, gdzie po ludzku nie miałam prawa jej mieć i miłości tam, gdzie wydawało mi się potrafię już kochać.

Dobrze mnie poprowadziłeś, bo dałeś mi odwagę spotykania drugiego człowieka, wychodzenia do niego. Rozszerzyłeś moje serce i wypełniłeś je twarzami i imionami. Spotykałam Cię przy drewnianym stole w salce 003; na górskich szlakach, na które prowadziłeś mnie z wyjątkowymi ludźmi; przy dwóch kubkach herbaty w zaciszu mojego pokoju; w pracy, gdzie odbierając telefon czułam, że jesteś; w kawiarni, gdzie zamawiałam ulubione cappuccino, a na przeciwległym końcu stołu pojawiała się średnia flat white; w ważnych piątkowych spotkaniach na Loretańskiej, podczas których gorzkie doświadczenia, osładzane były pączkiem, herbatą, uważnym spojrzeniem i obecnością.

Dobrze mnie poprowadziłeś, bo pokazałeś mi czym jest duchowe ubóstwo, czym jest braterstwo, obdarzyłeś wspólnotą. Umocniłeś moje kroki na franciszkańskiej drodze i prawdziwie dałeś mi braci, obdarzając mnie łaską wstąpienia do nowicjatu we Franciszkańskim Zakonie Świeckich. Niezliczone momenty wspólnej modlitwy przy jednym stole, śmiechu i wspomnień, obecności i wsparcia. Przez pozostawione słowo św. Franciszka pokazałeś, że jestem tylko tym, czym jestem w oczach Bożych. I nikim więcej. I pozwoliłeś być przy sobie. Nauczyłeś nie mieć nic i jednocześnie mieć wszystko.

Dobrze mnie poprowadziłeś, bo wlewałeś w moje serce okruchy spontaniczności i dystansu do siebie. Mogłam wsiąść w pociąg i chwilę później iść brzegiem Bałtyku i zasnąć w swoim łóżku jeszcze tego samego dnia. Mogłam wskoczyć rano w górskie buty, choć wcale tego nie planowałam i kilka godzin później patrzeć na świat ze szczytu Wysoka. Mogłam kilka razy spędzić więcej godzin w podróży w kierunku Stalowej Woli, niż na samym spotkaniu z przyjaciółką, ale tylko Pan Bóg wie, jak bardzo było warto. Mogłam oprowadzić braci z Włoch po Krakowie pewnego niedzielnego poranka i wracać w środku nocy samochodem z Częstochowy z pięknymi ludźmi.

Dobrze mnie poprowadziłeś, bo dzięki Tobie rozpoznałam archetyp mojego Jana Chrzciciela w drugim człowieku. Dałeś mi ludzi, którzy powiedzieli: Oto Baranek Boży. Dzięki którym się nie pomyliłam. Dzięki którym mogłam Cię rozpoznać, kiedy do mnie szedłeś. To właśnie te serdeczne więzi z ludźmi, które nieustannie uczę się tkać sprawiły, że mogłam wstawać i iść za Tobą, za Barankiem.

Dobrze mnie poprowadziłeś, bo dałeś mi tę niezłomną pewność na dnie serca, że Twoja miłość nie skończyła się dla mnie tam, gdzie zaczynał się mój grzech. Byłeś wierny, kiedy ja odchodziłam. Dałeś mi odczuć tę bezpieczną relację przyjaźni, w której mogłam odpocząć i coraz bardziej dojrzewać do podejmowania decyzji, bo nasze zaufanie było wzajemne. Uczyłeś mnie oczekiwać, tam, gdzie pojawiało się rozczarowanie lub strata. Uczyłeś mnie być człowiekiem dobrej myśli.

W Nowy Rok 2022 wchodzę z nadzieją, która chyba jednak bardziej jest przekonaniem, że Pan sam obdarzy mnie szczęściem. Ufam Mu. Patrząc wstecz na historię mojego życia widzę, że nigdy mnie nie zawiódł. Nie mogłabym oczekiwać, gdybym Go nie spotkała. Oczekiwać czegoś można od kogoś, kogo znamy, z kim mamy relację. A moja relacja z Nim to nieustanne bycie i oczekiwanie od siebie nawzajem. Czułam, że ufam i że On także mi zaufał.

Nie oczekiwałbyś, gdybyś Go nie spotkał.

Czekam na człowieka, przy którym we wzajemnej miłości będę mogła znaleźć drogę do Boga w 2022 roku. Czekam na pięknych ludzi, przy których znowu pozwoli mi się wzruszyć, śmiać, cieszyć – którzy pokażą mi jak trwać przy jaźni, przy sercu drugiego człowieka, a tym samym i przy Jego sercu. Czekam na ludzi, którzy mnie zranią i przez te blizny zostawione na dnie serca, staną się prawdziwie moimi bliźnimi, przez których będzie mnie dalej uczył miłości. Czekam na momenty nieogarnionej wręcz radości, ale i głębokiego smutku. Czekam na uczucie tęsknoty, które będzie boleć. Czekam na rozczarowania i spełniające się marzenia.

Oddycham z ogromną ulgą, bo wiem, że On już tam jest.

Dodaj komentarz