Pierwsze słowo

Wchodzę do niewielkiego kościoła na Loretańskiej. Półmrok. Najświętszy Sakrament. Zmęczenie pulsujące w skroniach. Napięcie skumulowane w ciele po całym, intensywnym dniu. Rozpoczyna się Litania do Serca Pana Jezusa. Jedno wezwanie za drugim. Serce, które bije żywo we mnie. Augustynowe serce, które jest niespokojne, dopóki nie spocznie w Nim. Łzy i przekonanie, że chcę na tę przyjaźń odpowiedzieć. Rozczulenie wynikające z tego, że jestem zmęczona posiadaniem własnego życia pod kontrolą i prawda, że w tej relacji z Nim mogę odpocząć. Że ta relacja jest i że wystarczy. Że nie muszę, a mogę. Że to bicie serca we mnie, jest biciem serca wolnego.

Siedziałam w ostatniej ławce i oddychałam Słowem. Ks. Grzywocz opowiadał kiedyś o Litanii do Serca Pana Jezusa, jako o podręczniku przyjaźni. I w tamtym momencie było w powietrzu coś, co tę przyjaźń budowało, co scalało moją jaźń z Jego; co stwarzało moje zaufanie z każdą sekundą, z każdym zawołaniem zmiłuj się nade mną. Jak niewierny Tomasz dotykałam tego Serca i nie wierzyłam, że jest na mnie otwarte. Że w tym nieplanowanym spotkaniu na Loretańskiej tka się mój materiał na kochanie – Jego, siebie i drugiego człowieka.

Brałam oddech i patrzyłam spojrzeniem niedowierzającym… Ognisko, pełne dobroci i miłości, zjednoczenie serc, cierpliwe i wielkiego miłosierdzia. Czułam, że to prawda i że to zbliżenie do niej otworzyło moje oczy. Wreszcie mogłam spojrzeć na ten kawałek chleba i zobaczyć, że nic więcej nie trzeba. Że w Nim jest wszystko. Spojrzeć, a nie oglądać. Być cała w doświadczeniu. Czuć jak schodzi na ziemię i staje się ciałem dla człowieka. Dla mnie. Dotknąć frędzli u Jego płaszcza, wiedząc, że za chwilę odejdzie, ale w bezpieczeństwie relacji, która jest od wieków.

Moje spojrzenie bierze się z Jego. Ja wynikam z tego, że to On tak na mnie spojrzał. To Jego spojrzenie, które jest pierwszym słowem Miłości było też pierwsze w moim życiu. Żyję, bo spojrzał tak na mnie wtedy, kiedy ja sama nie chciałam już na siebie patrzeć. Spojrzał i uwierzył – w człowieka.

Gdy jeden z uczniów poprosił Chrystusa, aby pokazał Ojca, ten, spojrzawszy na Niego odpowiedział: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie widzi, widzi i Ojca” (J 14,9). Aby widzieć, trzeba spojrzeć. Spojrzenie jest bardziej pierwotne niż poznanie i widzenie. Istnieje także zasadnicza różnica pomiędzy spojrzeniem a oglądaniem. Spojrzenie jest pierwszym „słowem” miłości, oglądanie – niespokojną próbą uwięzienia napotkanego obiektu w subiektywnym świecie aktualnie przeżywanych uczuć, pragnień i teorii. Spojrzenie łączy, jest jak delikatny pomost pomiędzy dwoma niepoznanymi jeszcze lądami, gdzie pragnienie poznania i widzenie dalekie jest od zimnego kryterium: „kalkuluje się albo się nie kalkuluje”. Człowiek w spojrzeniu jawi się jako osoba, w oglądaniu odchodzi jako rzecz. Spojrzenie integruje człowieka, ogląd dezintegruje, rozcina (…)

ks. Grzywocz

I wiadomo, że kilka dni później przyszedł moment zwątpienia. Serce stało się letnie. Obowiązki, relacje, pustki i ciemności. Trochę łez i trochę niewiary. Trochę takie drzewo figowe, którego liśćmi potrzebuję usprawiedliwić swoje oddalenie, zasłonić, co niewygodne, pod którego pniem wygodnie jest usiąść i zapłakać. Tylko później znowu przychodzę i wsłuchuję się w Słowo. Jestem jak Natanael, patrzę na Niego i pytam nieufnie: Skąd mnie znasz?

Rzucam Mu wyzywające na pojedynek spojrzenie. Udowodnij, że jesteś. Udowodnij, że mnie znasz; że masz plan na moje życie, że nazwałeś mnie przyjacielem. Przecież krzyczałam do Ciebie w nocy, płakałam w poduszkę. Przecież nie miałam nadziei, przecież opowiadałam Ci, gdzie mnie boli i dlaczego. Przecież była burza, a nie przyszedłeś do mnie po wodzie.

I wtedy w jednym momencie wszystko się ucisza. Moje serce zaczyna bić we mnie Jemu tylko znanym rytmem. Czuję na sobie Jego spojrzenie i słyszę Jego Słowo. Odrzekł mu Jezus: Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym. 

Przychodzi i posyła spojrzenie, które ma moc stwarzać na nowo. W tych momentach kiedy jestem pod drzewem figowym. A może przede wszystkim wtedy.

A ja już dzisiaj wiem, że najpiękniejsze spotkania i momenty zaczynają się w moim życiu od tego spojrzenia właśnie.